Porady Duchowe
Drodzy Przyjaciele!
Bardzo Wam dziękuję za duchową pomoc – za wszelkie modlitewne wsparcie, zwłaszcza za Msze święte błagalne o moje uzdrowienie! To jest nasze wspólne duchowe bogactwo, nieutracalne w Niebie.
Dzięki Bożej i ludzkiej pomocy powoli dźwigam się na cząstkę gruntu pod nogami, który się nie zapada, a za to daje nadzieję, że da się po nim czynić coraz odważniejsze kroki naprzód… Naturalnie w oczekiwaniu na głos Naszego Ojca, gdy już zechce mieć mnie w swoim Domu, w Królestwie Wiecznej Miłości.
Czy do tej pory nie nasłuchiwałem…? Czyniłem to! Tak było szczególnie w chwilach najtrudniejszych. Chyba tylko ten, kto jak ja łączył się z ziemią tylko najcieńszą szczeliną płytkich oddechów, z których każdy mógł być „ostatnim tchnieniem”, będzie wiedział o czym piszę. Dusił się i był przekonany, że płuca odmawiają mu posłuszeństwa i nie może ich zmusić do niczego więcej. Wtedy ostatni krok – potwierdzenie własną wolą swojej decyzji: „Ojcze, w Twoje ręce…” – wydawał się czymś najwłaściwszym, wprost koniecznym, … jednak powinien to być przecież akt pełnego posłuszeństwa Bogu, a nie cokolwiek innego. Dopiero wtedy takie „ostatnie tchnienie” może nas rzucić na zawsze w ramiona Wiecznej Miłości.
Dziękuję Ci Boże za to, że w oczekiwaniu na „swoją godzinę” mogę być Ci posłuszny z sekundy na sekundę, otoczony tak wielką miłością wszystkich, którzy mi towarzyszą aż do Bramy Nieba! Błogosław im, aż cali staną się Miłością, gdyż tylko takim otwierasz na zawsze Niebo.
ks. Adam Skwarczyński